Przyglądając się własnemu złudzeniu

Donald Van Howten
20 grudnia 2011

?Przyglądając się własnemu złudzeniu?. Są rozmaite koncepcje definiujące życie jako złudzenie, nawet jeśli wydarzenia, które spotykamy wydają się nam bardzo realne, w szczególności te, które wywierają fizyczny i emocjonalny wpływ.

Przyjmijmy, że Mędrcy i Święci mają rację ? jako, że najczęściej tak właśnie jest. Załóżmy, że życie jest snem, któremu możemy się przyglądać w rozmaity sposób, i że tak naprawdę ono może wcale nie istnieć.

Ktoś może mieć wyobrażenie własnego wizerunku czy własnego życia, które jest zdecydowanie rożne od tego, które ktoś miał (i wierzył, że było to prawdziwe) we wczesnym życiu. W istocie, możliwe, że we wczesnej fazie życia utrzymywaliśmy wizerunek odmiennej osoby i teraz ona się wydaje kimś innym: ?Ten wspaniały nauczyciel, który wiedział wszystko nie mógł przecież zgrzeszyć??. Wracając do wcześniejszych rozważań ? są niespójności w tym rozumowaniu.

Dodatkowo, wyobrażenie domu dzieciństwa jest inne od tego, które mamy obecnie. Na przykład, po latach przyjeżdżamy do domu naszego dzieciństwa i jest on zdecydowanie mniejszy i inny ? więc czy tamto było realne? Czy to my będąc małymi, postrzegaliśmy wszystko, wraz ze ścianami, przestrzenią mieszkalną itd., jako bardzo duże?

Nasze rodzinne doświadczenie z dzieciństwa naświetla sprawę ? to nasz pierwszy akt ? sprawdzian jak pasujemy do reszty życia. Nasze pierwsze złudzenie! Uczymy się, lub jesteśmy zmuszani grać naszą rolę przez długi okres czasu, aż w końcu przechodzimy na stronę tego złudzenia.

To ?kim jesteśmy? i wszystko co się z tym wiąże, wszystkie rekwizyty, oraz pozostali aktorzy, stale utrzymują to wyobrażenie.

Czy tuż po naszej fizycznej śmierci następuje koniec cyklu?
Czy jesteśmy w stanie uaktualnić każdy rok, każdy dzień, każdą chwilę?

Mówi się, że przy pomocy pewnych wewnętrznych praktyk możemy dojrzeć przez nasze wierzenia ? kim jesteśmy ? ?widzieć przez złudzenie? i rozsunąć kurtynę, żeby zobaczyć tył sceny.

Jeśli bardzo skupimy się na tej chwili, wszystko będzie ?widziane prawdziwie?, będziemy wolni od złudzeń, które tworzymy, lub tych które narzuca społeczeństwo, rodzina, lub otoczenie, w którym się znajdziemy.
Przychodzi mi do głowy pewien obraz z mojego dzieciństwa: kowbojski pokaz w telewizji, gdzie ci którzy są gonieni myślą o zawróceniu z drogi na ukryty szlak. Czy możemy zawrócić z drogi siebie samych? Czy potrafimy dostatecznie głęboko i dostatecznie często badać siebie, żeby pozbyć się złudzenia?
A co jeśli kowboje wpadną w kanion zamknięty z trzech stron stromymi ścianami? Jak znaleźć z niego wyjście ? czy my powinniśmy próbować ? czy mamy żyć tak zwane ?podwójne życie? będąc w tym świecie, lecz nie należąc do niego?

Przedstawiam poniżej obraz kogoś, kto jest znany wielu istotom na świecie głównie jako postać zastygła w bólu. Czy nie staramy się przedstawiać nawet ?wyzwolonych dusz? w ciasnym i zamkniętym kanionie naszego myślenia?

Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin Jezusie!!

Czy on cierpiał w środku, czy był w świecie, ale nie należał do niego? Jezus służył wszystkim, jednak stale przebywał w Boskości. Czyż my nie jesteśmy tacy jak on ? tyle że złapani w pułapkę iluzji? Czy możemy się obudzić z tego kosmicznego snu i wyzwolić się z iluzji?

Ja zawsze polecam wam ten blog do rozważenia, bez przyjmowania gotowych rozwiązań. Brzmi jak z ulotki medycznej ? Jestem po prostu osobą, która często łapie się w pułapkę własnych błędów/wierzeń, osobą, która od czasu do czasu widzi światło na końcu, nawet jeśli tylko w oczach innych. Oby wszyscy Święci i Mędrcy błogosławili was zawsze, a szczególnie w tym wakacyjnym okresie.

Ostatnia myśl: może moglibyśmy po prostu popatrzeć w las, znaleźć obraz jak ten z początku tego blogu I patrzeć, aż staniemy się jednym z oglądanym obrazem ????

Tłumaczenie: Hanna Korolczuk