Eksploracja ruchu: co to jest i czemu sobie tym zawracać głowę

Donald Van Howten
22 marca 2010

Chciałbym zaproponować metodę eksploracji ruchu z perspektywy jednej osoby. W ramach wstępu chciałbym wyrazić mój szacunek dla ?wielu ramion wielkich ludzi, na których stoję? To po części metoda Feldenkraisa, Aleksandra, sztuki walki, medytacja, a wszystko dotyczy ciebie! Zatem nie mogę tego nazwać metodą Van Howtena, niech więc będzie Eksploracja Ruchu. Trudno posługiwać się tu słowami, bowiem rzecz dotyczy doświadczenia ? osobistego doświadczenia każdej osoby.

Nazwę to w skrócie E.R. Te zajęcia to tak naprawdę psychofizyczna i Duchowa eksploracja. To rodzaj ?dyscypliny? ale z mojego doświadczenia wynika, że to najłagodniejsza, nieinwazyjna, oraz najbardziej ponętna dyscyplina z jaką się spotkałem. Przez słowo ?dyscyplina? rozumiem terapie zaprojektowane tak, żeby stanowić wyzwanie dla naszych nawykowych zachowań ? w sposób zdecydowanie inny niż to się dzieje w niektórych stymulujących terapiach.

Wartość tych zabiegów polega na odzyskiwaniu wolności i możliwości wyboru, jak to się dzieje we wszystkich dobrych głębokich terapiach. ?Czasami mamy ochotę wyrwać się ??. To samo dotyczy kochania, albo procesu rozwoju osobistego ? pojawia się wewnętrzny głos, i być może mówi ?NIE, nie chcę się zmieniać, niech będę jaki jestem!?. Inny głos, możliwe, że to anioł stojący przy tobie (możesz nadać mu anielski lub ciemny głos, jeśli bawią cię takie gry z umysłem): ?Wolność ma swoją cenę ? musimy przyjrzeć się tym ropiejącym obszarom, które nas blokują, które tak naprawdę nie są nami.?

Możecie powiedzieć, że to może prawda w odniesieniu do ?procedur regularnej terapii?, ponieważ wtedy widzę role, które gram, oraz struktury wzajemnie się wspierające w twardych miejscach w ciele. Jednakże, koledzy, poszukiwacze prawdy: nasze wzory, czy to dotyczące strategii charakterów, społecznych odcisków, małych i dużych cząsteczek, zawsze zawarte są w ciele; znajdujemy je w ruchu, w oporze który stawiamy ruchowi, w emocjonalnym pozerstwie.

E.R. zaprasza do tego byś sam był swoim terapeutą: żebyś uważnie czuł każde swoje działanie, tak żebyś mógł powrócić do zdrowia, do dużego siebie. Zdrowiejąc pozbywamy się własnych obciążeń, ograniczeń, które sami sobie narzuciliśmy. Cokolwiek byśmy znaleźli w naszych wzorach wymagających wyklarowania, przejawia się w ruchu ciała. Zaletą ciała jest to, że ono nie kłamie! Jeśli chodzi o subtelności umysłu i emocji, to zawsze jest pewna śliskość, z której trudno jest coś wydusić. Ciało zawsze pokazuje to co jest i prędzej czy później zaczniesz to kochać!

Niełatwo pozbyć się nawykowości, na każdym poziomie; opieramy się wtedy całym sobą. Może nawet bardziej, kiedy metoda bazuje na działaniu nieinwazyjnym, otwartości, wsparciu oraz dawaniu poczucia bezpieczeństwa.
To przenika pod naszym radarem. W istocie zapraszasz siebie do doliny zmian ? oczy zamknięte, poruszanie takie wolne ? a wszystko czego tak naprawdę chcesz, to być ważnym, wrócić do robienia wszystkiego w sposób, do którego przywykłeś ?

E.R. jest bardzo trudna: tak lekka, tak wolna, tak wewnętrzna, dla niektórych (czasem dla ?wszystkich? ? to zależy od lekcji) przychodzi czas kiedy mówicie: ?Och do diabła, (lub inna odpowiednia fraza) nienawidzę tego?. Możesz próbować ucieczki zapadając w sen, poruszając się szybko, żeby już to mieć za sobą. Albo najzwyczajniej w świecie unikając całego zabiegu. To powiedziawszy chciałbym, żebyście wiedzieli, że to nie wykład, to raczej wyznanie. Sam ćwiczyłem to wszystko ? wiem że potrafię się nieźle ślizgać, kiedy nie mam ochoty czegoś zmienić ?

Wróćmy na chwilę do lekcji E.R. i tego jak to jest zaprojektowane. To rodzaj pożywienia dla drugiej strony mózgu, dla jej lepszego odżywienia (myślenie równych barier)! W każdej lekcji zawarte jest ograniczenie, nawet jeśli jest nim jedynie podłoga pod tobą. Część lekcji jest tak zaprojektowana, żeby podążać za twoim ruchem i dosłownie powstrzymać cię od wykonywania go w sposób, jaki robisz to zazwyczaj ? Jest to często tak bardzo subtelne, że możesz nawet tego na początku nie zauważyć. To ograniczenie umieszczamy w miejscu, gdzie możemy przerwać nasze nawykowe zachowanie ?w gruncie rzeczy jest ono po to, żeby ostatecznie pomóc ci znaleźć większą wolność od ograniczeń, które sobie sam nałożyłeś.

Oto przykład: siedzenie na podłodze, kolana zgięte, stopy na podłodze, dłonie na podłodze za tobą. Twoje ręce i nogi są nieruchome w jednym miejscu. Prośba: porusz się, obróć się w lewo, w prawo ? jesteś zmuszony znaleźć sposób, żeby to zrobić (twój pierwszy przydział, panie Phelps, proszę przyjąć tę misję ? przepraszam, nie mogłem się powstrzymać*), co samo w sobie jest frustrujące, bo tak często przecież mówiono nam jak musimy to zrobić! Masz więc tę wolność w ramach ograniczenia nóg przytwierdzonych do podłogi oraz swojej własnej umiejętności uczenia się. Ten rodzaj dynamiki może przynieść ciekawość, kreatywność, frustrację i jeszcze więcej. Długo i ciężko ćwiczono nas jak to robić właściwie; a teraz nie ma nikogo kto mógłby ci powiedzieć jak to zrobić i co jest właściwe ? jak się z tym czujesz?

Nawet jeśli słyszysz słowa ?nie musisz tego robić właściwie?, jest takie wewnętrzne ograniczenie, bo przecież tak często mówiono ci ?Chcę, żebyś zrobił to w taki a nie inny sposób?. Tak długo to trwało, że straciliśmy przewodnictwo ? możliwe, że czujemy się porzuceni czy coś w tym rodzaju?!

W tej metodzie nie ma właściwego sposobu (jednakże pewne ogólne parametry powinny być spełnione, musisz być przynajmniej na boisku, żeby moc grać w baseball). Budujesz swoją ocenę w oparciu o uczenie się z wielką uważnością. Ta metoda działa, ponieważ popełniasz błędy starając się znaleźć swój sposób wykonania ruchu! Mamy wbudowany czynnik łagodnej frustracji, bo byliśmy od najwcześniejszych lat poddawani tresurze, żeby poruszać się w sposób określony, żeby pasować do systemu, żeby być dobrą jednostką w społeczeństwie. Natomiast kiedy dostajesz już tę wolność, to może być irytujące ?przemyśl to ?

Chcę zauważyć, że odnoszę się tu do możliwych wewnętrznych wyzwań: najczęściej są one małe ? ?O czym on mówi?? Kiedy wejdziesz w siebie, jesteś tak naprawdę zachwycony. Do tego, produktem końcowym jest lekkość ? wolność robienia po swojemu ? twoja wina, jeśli można to tak nazwać, że czujesz się tak świetnie ?

Niektóre lekcje E.R. dotyczą tego: jak dobrze możesz to znieść, oraz jak długo możesz to znosić dobrze? Dlaczego zakłócać nawykowe zachowania? Przecież dobrze sobie radzimy. Jednostka powoli zostaje zaszufladkowana w przegródce - cywilizowany, uspołeczniony, ma budowę robota. To nas określa. Wkrótce chodzimy jak mama i tata. Słyszymy frazy, które do nas mówią. Chodzimy jak człowiek ze środkowego zachodu (płn. zach. część USA), podbródek nosimy jak ci ze wschodu, przechwalamy się jak Teksańczycy, garbimy się jak znudzeni, jesteśmy bardzo uważni, kiedy nam kazano ? lista nie ma końca. Te funkcjonalne natręctwa stają się twarde, wpisane w nas, znajome, do tego stopnia, że kiedy mówisz sobie, że chcesz się ich pozbyć zaprzeczasz sobie!

Ostatnia historia dotyczy mojej żony, najsłodszej osoby jaką można spotkać, która miała modelowe dzieciństwo, zawsze radosna, troskliwa, zdrowa i tak dalej. Szczęściarz ze mnie ?ale wracając do historii, zacząłem dodawać lekcje ruchu do zajęć, ?coś nowego?, och nie, tylko nie to. Tak to wygląda u większości ludzi, to wślizguje się pod twoim radarem, aż złapiesz się na tym, że chcesz zwiać ? od ? swoich własnych wzorów.

Często prowadziłem takie zajęcia u nas w domu ? co stanowiło wyzwanie dla mojej drogiej żony. Dodam niewielkie wprowadzenie, żeby przydać tej historii realności: Odkryłem, po treningu Feldenkraisa, wiele niezrealizowanego potencjału w sobie. Większa swoboda ruchu, brak bólu pleców, lekkość ciała, umysłu i ducha. Oczywiście chciałem się tym dzielić. Zacząłem namawiać Corinę na trening, ale ?Nie! Nie potrzebuję tego ?? Odczuwając wielkie dobrodziejstwo takiego treningu nalegałem, ale bez rezultatu.

W czasie zajęć w domu, ona, jako uczestniczka zajęć, miała brać w nich udział. Potrafiła znaleźć wiele kreatywnych sposobów, żeby się wymigać (wartych do zaobserwowania u siebie). Wstawała, żeby zająć się tym lub owym, kotem, telefonem ? albo po prostu wierciła się, albo gadała z kimś obok. Trwało to przez wiele zajęć. A czas maszerował ? Ja wciąż widziałem pozytywne zmiany w sobie, oczywiście nie obyło się bez dramatów! Jednak stały postęp wśród cieni ciemności i nieznośna lekkość bytu ?

W końcu powiedziałem: ?Corino, nie będę cię więcej niepokoił w tej kwestii jeśli ? właśnie zaczyna się w Santa Fe trening Feldenkrais, jeśli zechcesz zrobić pierwszy miesiąc kursu. Jeżeli nie będzie ci się podobać, więcej o tym nie wspomnę?. Zgodziła się, żebym już nie zrzędził. <>Po tygodniu zajęć przyszła mi powiedzieć: ?Van, nic mnie nie boli, czuję się świetnie ??

Dziś Corina jest terapeutką Metody Feldenkraisa i Life Impressions ? ale nie myślcie sobie, że to ładna bajeczka; w miarę treningu spotykaliśmy się oboje z wieloma trudnymi wyzwaniami. Dziś wciąż jesteśmy tu razem, żeby o tym opowiadać, jeśli oczywiście jesteście w stanie to znieść. Mam nadzieję, że nie dostaliście do przetrawienia więcej niż możecie przyjąć ? więcej pożywienia dla myśli!

* odniesienie do ?Mission Impossible?

Tłumaczenie: Hanna Korolczuk