Cisza ? odnawialne zasoby w nas

Donald Van Howten
07 października 2010

Czy zauważyłeś, że po śnie, spacerze w lesie, medytacji, lub tylko jakimś czasie spędzonym w ciszy czujesz się zregenerowany? Cisza, mimo iż stale jej unikamy w naszej kulturze ? określając ?przebywanie w ciszy? jako stratę czasu, bycie zamkniętym w sobie lub bezproduktywnym. Czasami znów cisza wydaje się nam po prostu niewygodna, nudna lub nawet straszna.

Przed i po każdej myśli zawsze jest ?nieodłączna? wszechobecna cisza ... oczekiwanie. Jest częstsza przed urodzeniem i po śmierci, ale też obecna w każdym momencie życia. Cisza wypełnia przestrzeń pomiędzy każdym działaniem, oddechem i myślą ? dając spokój.

Większość duchowych nauk podkreśla, że cisza nasycona jest pierwiastkiem Boskim, reprezentującym miejsce skąd przyszliśmy ... i gdzie być może trafimy ?po bytności tutaj?.

Musimy tylko skierować naszą uważność na ciszę ? na te najważniejsze, odnawialne zasoby w nas. Przy każdym działaniu, silnym lub słabym, zużywamy / spalamy energię, niepokoimy umysł, często tworząc potrzebę kolejnych zdarzeń. Życie jest niekończącym się procesem akcji i reakcji ? może być wyczerpujące. W ciszy nie ma konieczności działania ? w istocie działanie jest zatrzymane, a jeśli ktoś wchodzi w nią dostatecznie głęboko, odkrywa że nie ma tam osądzania siebie i innych. Jakże kojące to może być!

Kiedy czekamy na zmianę świateł na skrzyżowaniu cisza cierpliwie czeka wraz z nami w nas i wokół nas. Często ruchliwość życia zakłóca nasze chwile ciszy ? narzekamy na opóźnienie ?to światło pali się tak długo? lub ?osoba przed nami nie rusza dostatecznie szybko? kiedy światło się zmienia. Więc siedzimy zabawiając się / odwracając uwagę przy pomocy muzyki, telefonu komórkowego, przeglądając w umyśle nasz rozkład zajęć, zajmując się wcześniej wspomnianą osobą przed nami i przegapiamy w ten sposób możliwość bycia w ciszy.

Omijamy chwile nasycone głęboką ciszą. Te straszne opóźnienia w życiu od których wijemy się, narzekamy, zapalamy sobie papierosa, włączamy coś, wykrzykujemy nasze niezadowolenie ... Jednak potem w nocy tęsknimy za taką przestrzenią, za taką ciszą, kiedy pies szczeka, nasz partner zaczyna chrapać, kiedy nasz hałaśliwy umysł się porusza. Być może , gdybyśmy ?nasycili? dzień ?małymi ciszami?, moglibyśmy je zabrać w noc ... lub na resztę życia.

Siedząc obserwuję małe dziecko wożone po holu lotniska, zatrzymują się tuż przede mną. Rodzice, zajęci natłokiem spraw, rozkładem lotów, kawą, którą trzymają w rękach, wymachują nerwowo biletami; małe dziecko siedzi spokojnie chłonąc wielki świat.

Mały urwis, wolny od rozkładów dnia, gapi się wokół, trafiając w końcu na mnie: znacie te szeroko otwarte oczy dziecka, które potrafią otworzyć duszę. Siedzę tak sobie czekając, ćwicząc obserwowanie. Kontaktujemy się, nasze oczy się spotykają, obaj jesteśmy zabawiani przez wielki świat: obaj patrzymy na siebie będąc w ciszy. Żadnych słów, po prostu patrzenie ... z głębi ciszy. Dziecko pochodzi z miejsca, w którym ja się chronię przed ludzkim tłumem. I tak trwamy w ciszy ... błogosławiony moment dla nas obu, świat dzieje się w pewien sposób ?poza nami? pełen aktywności, hałasu, nerwowości i komunikatów o odlotach ...

Kontaktujemy się; zastanawia mnie jak to dziecko postrzega takie miejsce, ten nowy dla siebie świat. Czuję, że ono wciąż jest blisko źródła ciszy, obserwując i patrząc ze zdziwieniem. Przyglądamy się sobie, będąc w naszych własnych ustroniach. Wnet dzieciak jest zabrany do samolotu lub może tylko z dala od dużego faceta z wytatuowanymi rękami, który patrzy na niego zbyt długo ... Żegnamy się utrzymując uśmiech, malec sięga w moją stronę, krzyczy ?ja chcę?... Obaj czujemy się odnowieni, dzieciak został zobaczony, ja spotkałem innego obserwatora, patrzącego ze świeżością, wzrusza nas cudowność ciszy, czuję się obdarowany.

Ostatnia historia: moje pierwsze odosobnienie medytacyjne. W pierwszych dwóch dniach umysł mówił ?jakie ciekawe?. Trzeciego dnia (brzmi trochę jak z Biblii) umysł powiedział ?to strata czasu ? przecież mogłem robić to czy tamto? ... czwartego dnia umysł był cały wściekły ?nienawidzę tego? ... potem około szóstego dnia straciłem poczucie czasu, a kiedy nadszedł czas powrotu do domu byłem zaszokowany. Ale czyż nie byłem prawdziwie w domu bardziej niż kiedykolwiek? Zostałem przyjęty przez ciszę, Odnalazłem siebie, cicho ...

Jeśli po przeczytaniu tego zechcielibyście zamknąć oczy i objąć swoje ciche ja, to być może wszyscy moglibyśmy się tam spotkać.

Tłumaczenie: Hanna Korolczuk